LinkedIn

"Nie wiem, co mam kurwa robić" - wyznanie byłego Prezesa

10.02.2026

Wczoraj rozmawiałem z byłym Prezesem spółki technologicznej. 24 lata kariery. Od 7 miesięcy bez pracy.

Powiedział mi coś, co zaskoczyło mnie swoją szczerością:

"Panie Erneście, pewnie to Pana zaskoczy, ale nigdy w życiu nie szukałem pracy. Zawsze praca szukała mnie. Nie mam nawet CV."

I dodał ciszej:

"Nie wiem, co mam kurwa robić."

"Networking" jako iluzja relacji

Przez 20 lat budował "sieć kontaktów". Tysiące osób na LinkedIn. Setki spotkań biznesowych. Kolacje z zarządami. Konferencje branżowe.

A kiedy stracił stanowisko?

Cisza.

Bo to, co nazywał "networkiem", było w rzeczywistości transakcją biznesową.

Ludzie nie znali jego. Znali jego funkcję.

Nie łączyły ich relacje. Łączył ich interes.

Nie był dla nich przyjacielem. Był dawcą businessu.

Kiedy przestał być Prezesem, przestał być użyteczny. A kiedy przestał być użyteczny, przestał istnieć.

To nie był networking. To była grupa klakierów.

I teraz siedzi sam. I próbuje zrozumieć, dlaczego nikt nie odbiera.

I wiesz co? To nie jego wina. To wina systemu, który sprzedał mu mit "networkingu".

Brak CV to nie pewność siebie. To panika.

"Nie mam CV" u niego brzmiało jak oznaka sukcesu.

W rzeczywistości brzmiało jak:

"Nie wiem, jak się zaprezentować bez tytułu."

Przez 20 lat:

Headhunterzy dzwonili
Zarządy zapraszały
Oferty przychodziły przez rekomendacje
Nigdy nie musiał udowadniać swojej wartości osobom, które go nie znają.

I to nie jest jego słabość. To jest po prostu fakt, tak wyglądają kariery na szczycie.

A teraz nagle musi:

Napisać CV (i nie wie jak)
Przejść przez 28-letniego rekrutera (i czuje się upokorzony)
Uzasadnić "lukę w zatrudnieniu" (bo 6 miesięcy to już "czerwona flaga")
Konkurować z kandydatami młodszymi o 15 lat i tańszymi o połowę
Powiedział mi wprost:

"Zarządzałem budżetem 300 milionów. A teraz junior recruiter odmawia mi rozmowy, bo 'profil nie pasuje'."

Ludzie myślą: "Na pewno sobie poradzi. Ma przecież doświadczenie."

I to jest bzdura.

Bo doświadczenie bez tytułu to jak wizytówka bez nazwiska. Nikt nie wie, kim jest.

Ludzie nie płaczą nad Prezesem. I to jest kurewsko niesprawiedliwe.

To była dla niego najtrudniejsza część.

Kiedy zwykły pracownik traci pracę, ludzie współczują:

"Biedak, ma kredyt i dwójkę dzieci"
"Stracił pracę przez restrukturyzację, nic nie mógł zrobić"
"Mam nadzieję, że szybko coś znajdzie"
Kiedy Prezes traci pracę, ludzie myślą:

"Napewno i tak dużo nakradł, wystarczy mu do końca życia"
"Niech mu dobrze tak, sam zwalniał ludzi bez skrupułów"
"Ci przebiegli zawsze sobie poradzą, mają kontakty"
"Po co go żałować?"
I to jest bzdura.

Bo większość Prezesów, z którymi pracuję, ma kredyty jak wszyscy. Ma rodziny na utrzymaniu jak wszyscy. Ma obawy o przyszłość jak wszyscy.

Ale nikt tego nie widzi. Bo tytuł zasłaniał człowieka.

Zero empatii. Zero współczucia.

Tylko satysfakcja.

I on to czuł.

Widział to w oczach ludzi, którzy kiedyś się uśmiechali.

Słyszał to w ciszy po wysłanym CV.

Czuł to w braku odpowiedzi od "przyjaciół" z branży.

Powiedział mi:

"Ludzie nie chcą mi pomóc. Widzę to. Nie dlatego, że nie mogą. Dlatego, że cieszą się, że spadłem."

I to bolało bardziej niż brak pracy.

Bo przez 20 lat myślał, że buduje relacje.

A budował tylko rachunki do uregulowania.

I nikt mu nie powiedział, że tak działa gra na szczycie. Dopóki nie przegrał.

 

Może to brzmi znajomo?

Bo to nie jest tylko jego historia.

To historia dziesiątek Prezesów, z którymi rozmawiam.

I może, jeśli jesteś szczery sam ze sobą, to jest też Twoja historia.

Albo historia, którą piszesz właśnie teraz, nie wiedząc jeszcze, jak się skończy.

"Przebiegli zawsze sobie poradzą" mit, który niszczy ludzi

Przez lata słyszałeś:

"Ludzie tacy jak Pan zawsze lądują na cztery łapy"
"Z Pana doświadczeniem to raptem telefon wystarczy"
"Ktoś z Pana networkingiem nie będzie długo bez pracy"
I wierzyłeś w to.

I miałeś prawo wierzyć. Bo wszyscy w to wierzyli.

Ale prawda jest inna.

"Przebiegli zawsze sobie radzą"  dopóki mają stanowisko.

Kiedy je tracisz, okazuje się, że:

Nikt nie odbiera telefonów
"Kontakty" nagle są zajęte
"Networking" okazuje się iluzją
"Doświadczenie" nie wystarcza, bo rynek chce młodszych i tańszych
I wtedy przychodzi moment prawdy:

"Przez 20 lat myślałem, że jestem przebiegły. A byłem tylko użyteczny."

To nie jest Twoja wina.

To jest koniec gry, w którą graliście wszyscy.

Ale nikt Ci tego nie powie. Bo ludzie myślą: "Na pewno sobie poradzi."

Ludzie myślą, że to karma. A to jest utrata tożsamości.

Tak, zwalniałeś ludzi.

Tak, podejmowałeś trudne decyzje.

I czasem, uczciwie mówiąc mogłeś to zrobić lepiej. Z większą empatią. Z większą wrażliwością.

Ale grałeś w grze, gdzie empatia była postrzegana jako słabość.

W systemie, który nagradzał twardość i karał wahanie.

Więc zrobiłeś to, co musiałeś zrobić, żeby przetrwać w tej grze.

I teraz ludzie mówią: "Karma go dopadła."

Ale to nie karma. To utrata tożsamości.

Bo przez 20 lat byłeś Prezesem.

A teraz jesteś... kim?

Mężczyzną po pięćdziesiątce, który:

Nie ma hobby (bo nigdy nie miał czasu)
Nie ma przyjaciół (bo miał współpracowników)
Nie ma pasji (bo pasją była kariera)
Budzi się o 6:00 z nawyku – ale nie ma dokąd iść
I nikt Ci nie powie: "Rozumiem, jak Ci ciężko."

Bo ludzie myślą, że nie masz prawa cierpieć.

I to jest kurewsko niesprawiedliwe.

Bo masz prawo. Każdy człowiek ma prawo cierpieć, kiedy traci tożsamość.

Nawet jeśli przez 20 lat był Prezesem.

Kult sprawczości jako wyrok i nikt Cię nie ostrzegł

Przez 20 lat żyłeś w kulcie sprawczości:

"Wszystko zależy ode mnie."
"Ja decyduję o losach firmy."
"Najlepsi zawsze mają pracę."

I to nie był Twój wymysł. To była religia, którą sprzedawał Ci cały system.

To działało. Dopóki byłeś w grze.

Ale kiedy tracisz stanowisko i nie możesz znaleźć pracy przez 6, 9, 12 miesięcy  kult sprawczości staje się prokuratorem.

Bo jeśli "najlepsi zawsze mają pracę", to fakt, że Ty jej nie masz, oznacza jedną rzecz:

Nie byłeś najlepszy.

I to jest wyrok.

Nie od ludzi. Od Ciebie samego.

Bo jeśli przez 20 lat budowałeś tożsamość wokół przekonania "jestem najlepszy", to utrata pracy nie jest tylko problemem finansowym.

To dowód, że byłeś oszustem.

Że wszystko, w co wierzyłeś, było kłamstwem.

I to jest najbardziej destruktywne kłamstwo, jakie sprzedaje Ci system.

Bo nie jesteś oszustem.

Jesteś człowiekiem, który grał w grę według zasad, które mu wpojono.

A teraz gra się skończyła. I nikt nie przygotował Cię na to, co będzie dalej.

I nikt nie przyjdzie Cię pocieszyć.

Bo ludzie myślą: "Sam tak chciał. Niech teraz poczuje."

Ale ja nie myślę, że sam tak chciałeś.

Myślę, że zrobiłeś to, czego oczekiwał od Ciebie system.

I teraz system Cię wyrzucił.

I zostawił samego.

 
Dla tych, którzy już stracili pracę:

Nie ma jednej drogi dla wszystkich.

Jeden z moich klientów po trzech miesiącach pracy wrócił jako interim manager, cztery dni w tygodniu, piątki wolne. Zarabia mniej. Żyje więcej.

Inny odkrył, że nie chce już być Prezesem. Został doradcą,  pomaga startupom, pracuje z domu, w końcu widzi dorastanie córki.

Jeszcze inny wszedł do rady nadzorczej trzech firm. Wpływ bez operacyjnego chaosu.

Każdy z nich zaczął od tego samego:

Rozmowy. Nie o CV. Nie o strategii poszukiwania pracy.

O tym, kim jest bez tytułu.

I o tym, że to, co się stało, nie jest jego winą.

Jeśli czujesz, że potrzebujesz takiej rozmowy, napisz do mnie.

Nie będę Ci sprzedawał rozwiązania. Bo nie ma jednego rozwiązania.

Jest Twoja indywidualna droga. I czasem, żeby ją zobaczyć, potrzebujesz kogoś, kto:

Nie będzie Cię oceniał
Nie powie "karma"
Nie powie "na pewno sobie poradzisz"
Tylko posłucha. I pomoże Ci zobaczyć, że jesteś czymś więcej niż tytułem, który straciłeś.

Dla tych, którzy jeszcze są Prezesami:

Jeśli czytasz ten tekst i myślisz: "Kurwa, to brzmi znajomo. Ale ja jeszcze mam pracę" to najlepszy moment, żeby zacząć.

Nie wtedy, gdy już stracisz stanowisko.

Nie wtedy, gdy "networking" okaże się iluzją.

Nie wtedy, gdy zostaniesz sam i nie będziesz wiedział, kim jesteś.

Teraz.

Kiedy jeszcze masz czas, żeby:

Zbudować prawdziwe relacje, nie transakcje
Odkryć, kim jesteś poza tytułem, zanim ten tytuł zniknie
Nauczyć się, jak się prezentować, zanim będziesz musiał to robić w panice
Przygotować się na przejście, nie przetrwać je w kryzysie
Pracuję z Prezesami, którzy jeszcze mają stanowiska. Nie po to, żeby szukać im nowej pracy.

Po to, żeby nie musieli jej szukać w desperacji.

Po to, żeby mieli wybór. Nie konieczność.

Po to, żeby kiedy nadejdzie moment zmiany a zawsze nadchodzi byli gotowi.

Nie jako "były Prezes bez CV".

Jako człowiek, który wie, kim jest i czego chce.

I który nie uwierzył w mit, że jego wartość leży w tytule.

Jeśli chcesz porozmawiać o tym, jak się do tego przygotować napisz.

 

Bo prawda jest taka:

To, co zrobiłeś w przeszłości,  decyzje, które podjąłeś, ludzie, których zwolniłeś, nie odbiera Ci prawa do empatii.

Nie odbiera Ci prawa być człowiekiem.

Nie musisz czekać, aż system Cię wyrzuci, żeby zacząć być sobą.

Możesz zacząć teraz.

W ciszy. Bez tytułu w głowie. Bez kłamstwa, że "wszystko OK".

I wtedy zobaczysz coś, czego nie widziałeś przez 20 lat:

Że wartość nie leży w tytule.

Że relacje nie są transakcją.

Że możesz być kimś więcej niż stanowiskiem.

Zanim będzie za późno.

Ernest 

 

Bezpłatna porada