Siedzę naprzeciwko niej i słucham.
Ona mówi spokojnie. Rzeczowo. Jak ktoś kto przez 25 lat nauczył się panować nad głosem w trudnych rozmowach. Jest coś w jej oczach czego głos nie jest w stanie ukryć.
Mówi mi swoją historię. I im dłużej jej słucham tym wyraźniej widzę nie tylko ją. Widzę system. I widzę pytanie, które ten system stawia wszystkim nam.
Kobieta, która zbudowała polskie HR
Skończyła studia z HR na prestiżowej zachodniej uczelni. Był początek lat 90-tych. W Polsce nikt jeszcze nie wiedział co to jest HR. Ona wiedziała.
Była rozrywana przez pracodawców. Błyskawicznie awansowała do roli Dyrektora HR i czuła, że ma misję do wykonania.
Rozwijała ludzi. Budowała struktury. Zmieniała organizacje. Polska się transformowała a Ona była częścią tej transformacji. Korporacja ją doceniała. Życie miało sens.
„Pracowałam 12, 14 godzin dziennie. Praca nigdy się nie kończyła”
Kiedy wychodziła rano dzieci dopiero budziły się do szkoły.
Kiedy wracała wieczorem dzieci już spały.
Dawała im tylko buziaka na dobranoc.
Niania wychowała jej dzieci. Ona wychowała polskie HR.
W wieku około 45 lat rozwiodła się. Mówi o tym jednym zdaniem. Bez szczegółów, ale dodaje cicho, myślę, że praca miała w tym swój udział.
Chwilę po rozwodzie straciła pracę. I okazało się, że rynek nie czekał na nią z otwartymi ramionami.
„Wszystkie koszty, które poniosłam okazały się nic nie warte”
Siedziałem i nie wiedziałem co powiedzieć. Bo co się mówi człowiekowi, który właśnie podsumował porażkę, którą przez 25 lat nazywał sukcesem?
Naprzeciwko niej siedziała stażystka
Zanim dotarła do mnie przeszła przez proces rekrutacyjny.
Na jednej z rozmów naprzeciwko niej siedziała studentka psychologii ostatniego roku. Stażystka. Ktoś kto dopiero zaczynał rozumieć czym jest organizacja.
Zadawała pytania. Schematyczne. Podręcznikowe. Pytania, które pokazywały pełny brak rozumienia z kim rozmawia. I ta stażystka bez złej woli, bez świadomości co robi miała podjąć decyzję o rekomendacji kandydatury.
Czy to jest absurd? Czy to jest logika systemu, który przestał rozróżniać między ocenianiem a rozumieniem?
„Jak system, który nie potrafi rozpoznać wartości może ją zatrudnić?”
CV umiera. Nikt o tym nie mówi.
Był jeszcze jeden etap przed tą rozmową. Etap który Ona jak setki innych doświadczonych profesjonalistów prawdopodobnie przegrała zanim ktokolwiek ją zobaczył.
Aplikowanie staje się sztuką promptowania.
Dobrze napisany prompt potrafi wyciągnąć z cudzego doświadczenia CV, które pokona CV napisane przez człowieka, który to doświadczenie ma, ale nie wie jak je opisać językiem algorytmu. ATS nie czyta ludzi. Czyta słowa kluczowe. Wzorce. Strukturę.
Efekt jest paradoksalny i niepokojący zarazem: system eliminuje najlepszych kandydatów tych, których wartość jest zbudowana z lat doświadczenia, błędów, decyzji, które coś kosztowały i przepuszcza tych, którzy nauczyli się mówić językiem maszyny.
Doświadczenia nie da się wpisać w prompt. Mądrości nie ma w bazie słów kluczowych. Blizny po decyzjach, które zmieniły sposób myślenia na zawsze, nie mają swojego pola w formularzu aplikacyjnym.
„Czy naprawdę szukamy najlepszych ludzi czy najlepiej zoptymalizowanych dokumentów?”
Dlaczego HR, który to wie nie zmienia systemu?
To jest pytanie, które zadaję sobie od lat. I które uważam za ważniejsze niż jakiekolwiek narzędzie rekrutacyjne.
Większość osób pracujących w HR sama kiedyś szukała pracy. Przeżyła odrzucenie. Wiedziała, jak to jest czekać na telefon, który nie przychodzi. Jak to jest trzymać twarz przed rodziną, kiedy w środku jest strach.
I mimo tego, kiedy znalazła pracę system nie zmienił się przez to ani trochę.
Dlaczego?
Częściowo dlatego że system dostarcza feedback wyłącznie od tych którzy wygrali. Kandydat odrzucony znika. Nie wraca. Nie mówi, jak było. HR żyje w bańce zadowolonych, bo tylko zadowoleni pozostają w zasięgu.
Ale jest coś głębszego. Coś o czym rzadko się mówi wprost.
Kiedy po trudnym czasie dostajesz pracę chcesz udowodnić, że na nią zasługujesz, że jesteś partnerem dla biznesu nie „miękkszonem HR-em”, który roztkliwia się nad emocjonalnymi kosztami kandydatów. Chcesz mieć swoje miejsce przy stole. I za to miejsce płacisz cenę coraz częściej zgadzając się na rzeczy, z którymi się nie zgadzasz.
„Czy HR jest partnerem biznesu czy wasalem, który musi udowadniać, że zasługuje na swój fotel?”
Eksperyment który powinniśmy pamiętać
W 1971 roku Philip Zimbardo przeprowadził eksperyment, który zmienił rozumienie ludzkiej natury. Podzielił grupę studentów losowo na strażników i więźniów. Eksperyment miał trwać dwa tygodnie. Przerwał go po sześciu dniach.
Nie dlatego że studenci byli złymi ludźmi. Dlatego że rola okazała się silniejsza niż człowiek, który ją grał. Strażnicy zaczęli zachowywać się jak strażnicy. Więźniowie jak więźniowie. System nadał kierunek. Ludzie podążyli.
Efekt Lucyfera, bo tak Zimbardo nazwał to zjawisko nie dotyczy tylko więzień. Dotyczy każdej organizacji, w której rola jest silniejsza niż refleksja.
Czy HR wchodzi w rolę strażnika systemu nie dlatego, że chce, ale dlatego że system tego oczekuje i nagradza?
„Czy rola którą grasz jest Twoja czy należy do systemu który ją napisał?”
Co z tym zrobimy?
Nie mam gotowych odpowiedzi. I celowo ich tu nie daję.
Bo myślę, że w HR jest dziś potrzeba czegoś rzadszego niż nowe narzędzia i nowe procesy. Potrzeba samostanowienia. Odwagi, żeby zapytać w imię czego właściwie to robię? Kogo chroni system, który współtworzę? Kogo eliminuje?
Ta kobieta zbudowała coś czego nie da się wpisać w prompt, 25 lat decyzji. Błędów, które czegoś nauczyły. Mądrości, która nie ma swojego pola w formularzu aplikacyjnym.
System jej nie zobaczył. Stażystka jej nie rozumiała. Algorytm ją odrzucił.
I nikt nie zapytał czy na pewno szukamy właściwych rzeczy we właściwych miejscach?
Mówimy, że ludzie są najważniejsi, ale system, który budujemy eliminuje najlepszych ludzi zanim ktokolwiek ich zobaczy.
Ona znalazła nową pracę. Odbudowuje się. Jest silna.
Pytanie, które ze sobą niosę po tej rozmowie nie dotyczy jej.
Dotyczy systemu. I ludzi, którzy mają moc, żeby go zmienić.
Czy chcą?
PS.
Chcesz porozmawiać jak zmienić ten system w Twojej organizacji?
Zadzwoń.
Pozdrawiam
Ernest