W poszukiwaniu pracy jak w życiu

Co dajesz, to dostajesz

 

Jestem bezpieczny, jestem nietykalny jestem nie do zwolnienia, bo wykręcam doskonały wynik.  W świecie biznesowym mówi się dużo o sprawczości, efektywności, produktywności, rentowności – generalnie o gromadzeniu zasobów. Uwierzyliśmy, że o naszej wartości decyduje zdolność do generowania przychodów.  Realizujesz przychody masz premię. Osiągasz cele masz bonus. Przekraczasz oczekiwania masz awans.

Czy to źle?

Wydaje mi się, że nie. Problem jednak zaczyna się w wtedy, gdy nie widzimy niczego więcej, nie zważamy na koszty pośrednie a może powinienem powiedzieć, na koszty fundamentalne. Koszty wzajemnych relacji.

 

Słyszałem to chyba nieskończoną liczbę razy, że najlepsi mają pracę, bo jak nazwać tych, co przy 6% bezrobocia jej nie mają. Najlepiej wprost: lenie, obiboki i nieudacznicy. Dowody na poprawność tej tezy? Bardzo proszę. Sam jestem dowodem nie trzeba daleko szukać. Przecież gdybym był kiepski nikt by mnie nie trzymał tu, gdzie jestem. Moje wyniki mówią za siebie.

 

Czasem mamy poczucie, że nie mamy czasu na jakieś pierdoły przecież on, ona wie, że ją doceniam. Przecież to nie jest jakieś przedszkole, żeby kogoś niańczyć. Czasem tak widzimy naszą rolę, żeby wyciskać sok z kamienia.

A kiedy któregoś dnia kilku smutnych panów w garniturach, z kraju, którego nigdy nie poznałeś nakreśli inny układ regonów kierując się efektywnością? Twój region może przestać istnieć a wraz z nim twoje stanowisko. I to, co jeszcze przed chwilą wydawało się mało prawdopodobne może stać się faktem. Gdzie wtedy jesteś ze swoją sprawczością? Do kogo zadzwonisz? Do headhuntera, dla którego nie miałeś czasu, któremu nigdy nie dałeś, zlecenia, bo pracowałeś tyko z jedną firmą. Zadzwonisz do twoich partnerów handlowych których wyciskałeś w imię sprawczości jak cytrynę? Poprosisz przyjaciół, z firmy których nie masz? Jeszcze przez chwilę pobrzękiwać będzie Ego. Przecież jestem super ,ja wam wszystkim pokażę. Jeszcze przez kilka dni będą dzwonić telefony tych wścibskich i pozornie zmartwionych, ale na koniec dnia zostaniesz sam. Z przekonaniami, że coś znaczysz, że jesteś ważny, że coś jeszcze możesz. Z każdym dniem telefon milczy bardziej. Tak bardzo milczy, że aż dzwoni w uszach. Kiedy nietykalny bóg spada z tronu świat wypuszcza z ulgą nagromadzone powietrze i przez chwilę robi się lżej.

 

 

Nigdy nie jest za późno, żeby popatrzeć szerzej, żeby poświęcić uwagę innym i temu co czują. Jeszcze możesz zapytać, jak się czujesz i wysłuchać do końca bez dobrej rady cisnącej się do ust. Bez słów wypełniających ciszę. Usłyszeć do końca…

Możemy dać sobie uwagę, czas, troskę i poczucie, że jesteśmy dla siebie ważni. Zwyczajnie ważni i wzajemnie sobie potrzebni.

Pokaż mi, że widzisz we mnie człowieka. Czasem wystarczą małe gesty. Kilka lat temu wymyśliłem „Ręczny motywator niewerbalny”. W praktyce była to zwykła pieczątka, którą można myło komuś przystawić na skrawku papieru leżącym na biurku, podarowanej książce lub kopercie dla klienta. Moja wyglądała tak:

I można by się z tego śmiać, ale kiedy przechadzasz się kilka miesięcy później po biurze a twoja pieczątka wciąż wisi. Myślisz sobie, to miłe. Może ten małych gesty faktycznie ma dla kogoś znaczenie. Nawet jeśli budzi to uśmiech na twojej twarzy, to takie gesty robią swoją robotę.

Kiedy czujesz, że jesteś przedmiotem a nie podmiotem zwiększania efektywności, czas zacząć szukać nowego portu.

 

I proszę zrozum mnie dobrze, wyniki są ważne, są bardzo ważne, jednak forma ich osiągania jest równie ważna a czasem jeszcze ważniejsza. To o czym piszę można wdrożyć od zaraz. Już dziś możesz powiedzieć komuś: doceniam to co robisz i jaki jesteś. Zobaczyć te śmiejące się oczy to bezcenne doświadczenie. A czasem możesz usłyszeć: a Tobie co się stało? Jeśli usłyszysz takie słowa to może znaczyć, że jest jeszcze ogromna przestrzeń do rozwoju. Czasem nie ma nic bardziej skutecznego i motywującego, niż okazanie szczerego zainteresowania.

 

 

O nowym zawodowym porcie zawsze możesz porozmawiać ze mną, wystarczy kliknąć tu w kalendarz i gotowe

 

Czekam na ciebie

Ernest

 

 

 

 

LinkedIn