W poszukiwaniu pracy jak w życiu

Co dajesz, to dostajesz

 

Jestem bezpieczny, jestem nietykalny jestem nie do zwolnienia, bo wykręcam doskonały wynik.  W świecie biznesowym mówi się dużo o sprawczości, efektywności, produktywności, rentowności – generalnie o gromadzeniu zasobów. Uwierzyliśmy, że o naszej wartości decyduje zdolność do generowania przychodów.  Realizujesz przychody masz premię. Osiągasz cele masz bonus. Przekraczasz oczekiwania masz awans.

Czy to źle?

Wydaje mi się, że nie. Problem jednak zaczyna się w wtedy, gdy nie widzimy niczego więcej, nie zważamy na koszty pośrednie a może powinienem powiedzieć, na koszty fundamentalne. Koszty wzajemnych relacji.

 

Słyszałem to chyba nieskończoną liczbę razy, że najlepsi mają pracę, bo jak nazwać tych, co przy 6% bezrobocia jej nie mają. Najlepiej wprost: lenie, obiboki i nieudacznicy. Dowody na poprawność tej tezy? Bardzo proszę. Sam jestem dowodem nie trzeba daleko szukać. Przecież gdybym był kiepski nikt by mnie nie trzymał tu, gdzie jestem. Moje wyniki mówią za siebie.

 

Czasem mamy poczucie, że nie mamy czasu na jakieś pierdoły przecież on, ona wie, że ją doceniam. Przecież to nie jest jakieś przedszkole, żeby kogoś niańczyć. Czasem tak widzimy naszą rolę, żeby wyciskać sok z kamienia.

A kiedy któregoś dnia kilku smutnych panów w garniturach, z kraju, którego nigdy nie poznałeś nakreśli inny układ regonów kierując się efektywnością? Twój region może przestać istnieć a wraz z nim twoje stanowisko. I to, co jeszcze przed chwilą wydawało się mało prawdopodobne może stać się faktem. Gdzie wtedy jesteś ze swoją sprawczością? Do kogo zadzwonisz? Do headhuntera, dla którego nie miałeś czasu, któremu nigdy nie dałeś, zlecenia, bo pracowałeś tyko z jedną firmą. Zadzwonisz do twoich partnerów handlowych których wyciskałeś w imię sprawczości jak cytrynę? Poprosisz przyjaciół, z firmy których nie masz? Jeszcze przez chwilę pobrzękiwać będzie Ego. Przecież jestem super ,ja wam wszystkim pokażę. Jeszcze przez kilka dni będą dzwonić telefony tych wścibskich i pozornie zmartwionych, ale na koniec dnia zostaniesz sam. Z przekonaniami, że coś znaczysz, że jesteś ważny, że coś jeszcze możesz. Z każdym dniem telefon milczy bardziej. Tak bardzo milczy, że aż dzwoni w uszach. Kiedy nietykalny bóg spada z tronu świat wypuszcza z ulgą nagromadzone powietrze i przez chwilę robi się lżej.

 

 

Nigdy nie jest za późno, żeby popatrzeć szerzej, żeby poświęcić uwagę innym i temu co czują. Jeszcze możesz zapytać, jak się czujesz i wysłuchać do końca bez dobrej rady cisnącej się do ust. Bez słów wypełniających ciszę. Usłyszeć do końca…

Możemy dać sobie uwagę, czas, troskę i poczucie, że jesteśmy dla siebie ważni. Zwyczajnie ważni i wzajemnie sobie potrzebni.

Pokaż mi, że widzisz we mnie człowieka. Czasem wystarczą małe gesty. Kilka lat temu wymyśliłem „Ręczny motywator niewerbalny”. W praktyce była to zwykła pieczątka, którą można myło komuś przystawić na skrawku papieru leżącym na biurku, podarowanej książce lub kopercie dla klienta. Moja wyglądała tak:

I można by się z tego śmiać, ale kiedy przechadzasz się kilka miesięcy później po biurze a twoja pieczątka wciąż wisi. Myślisz sobie, to miłe. Może ten małych gesty faktycznie ma dla kogoś znaczenie. Nawet jeśli budzi to uśmiech na twojej twarzy, to takie gesty robią swoją robotę.

Kiedy czujesz, że jesteś przedmiotem a nie podmiotem zwiększania efektywności, czas zacząć szukać nowego portu.

 

I proszę zrozum mnie dobrze, wyniki są ważne, są bardzo ważne, jednak forma ich osiągania jest równie ważna a czasem jeszcze ważniejsza. To o czym piszę można wdrożyć od zaraz. Już dziś możesz powiedzieć komuś: doceniam to co robisz i jaki jesteś. Zobaczyć te śmiejące się oczy to bezcenne doświadczenie. A czasem możesz usłyszeć: a Tobie co się stało? Jeśli usłyszysz takie słowa to może znaczyć, że jest jeszcze ogromna przestrzeń do rozwoju. Czasem nie ma nic bardziej skutecznego i motywującego, niż okazanie szczerego zainteresowania.

 

 

O nowym zawodowym porcie zawsze możesz porozmawiać ze mną, wystarczy kliknąć tu w kalendarz i gotowe

 

Czekam na ciebie

Ernest

 

 

 

 

Poszukiwanie pracy kiedy wojna jest za ścianą

To trudny dla nas czas.

Nie wiem jak Wy, ale ja intensywnie odczuwam panujące napięcie i emocje lęku wywołanego wojną. Przez ostatnie dni miałem poczucie, że publikowanie jakichkolwiek treści niezwiązanych z wojną czy niewyrażających współczucia jest brakiem szacunku i empatii dla dramatu panującego na Ukrainie. Sam z pewnym niesmakiem oglądałem na portalach roześmiane twarze z reklam pośród dramatu wojny.

Miałem nawet poczucie, że poszukiwanie pracy w tym czasie jest czymś co narusza „Świętość” i heroizm ginących za wolność Ukraińców.  Kiedy kilkaset kilometrów ode mnie giną ludzie, kiedy cały niemal świat przepełniony jest niewyobrażalnym dramatem, proszenie o pracę może być odebrane jak zaspokajanie kaprysu dziecka, które się potknęło.

W kontekście panującej wojny za naszą wschodnią granicą brak pracy to żaden problem żaden dramat, którym można komukolwiek zawracać głowę.

 

Dziś myślę jednak trochę inaczej. Żeby dawać wsparcie innym sami musimy być silni. To, dlatego w samolocie, kiedy spada ciśnienie najpierw zakłada się maseczkę sobie a następnie dziecku. Tak samo i tu. Ważne żebyśmy zadbali o siebie o nasze potrzeby o naszą stabilną sytuację ekonomiczną, a w tym kontekście żebyśmy nie zaniechali poszukiwania pracy pogrążając się w smutku i lęku. Bez tego nie pomożemy ani sobie ani Ukrainie.

 

Z dużym zadowoleniem obserwuję, że rekrutację toczą się tak samo intensywnie, jak przed napaścią na Ukrainę. Potwierdziłem to w rozmowach z kilkoma headhunterami, pracodawcami, kandydatami.  To dobry znak. To nawet w jakimś sensie wyzwalające, że świat nie zamarł owładnięty emocjami wywołanymi przez wojnę. I choć dla Europy świat będzie inny, to jednak codzienne rutynowe i nawykowe działanie może przynieść ukojenie. Powinniśmy dbać nie tylko o Ukrainę, ale również o nasz stan równowagi i nasze potrzeby. Bez zadbania o siebie nie zdołamy zadbać o nikogo.

 

Dlatego jeśli chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub zapytać o rynek pracy kliknij tu w kalendarz i umów się na rozmowę.

 

Zapraszam

Ernest

Wiersz Powolny Taniec

„Powolny Taniec”

To ważny dla mnie wiersz o tym, co w życiu istotne, co mnie porusza, daje napęd do działania, budzi refleksję a nawet wzrusza. Przeczytaj, może i Ciebie zatrzyma na moment. Może też zadasz sobie ważne pytania.

 

Powolny Taniec

 

Patrzyłeś kiedyś na dzieci

na karuzeli frunące?

 

Słyszałeś krople deszczu

o ziemię uderzające?

 

Goniłeś kiedyś motyle

w ich zakręconym tańcu?

 

Musimy zwolnić tempo, musimy zwolnić kroku,

Może nie być poranka ni jutrzejszego zmroku…

 

Nie tańczmy w szalonym pędzie aż do głowy zawrotu,

Czasu jest mało; muzyka zamilknie bez powrotu.

 

Czy przez dzień przemykamy,

Pędząc jak stado owiec?

 

Kiedy pytamy: „Jak się masz?”,

Czy chcemy usłyszeć odpowiedź?

 

Czemu kładziemy się z głową

mrowieniem problemów nabrzmiałą?

 

Kłótnią niewyjaśnioną,

Decyzją niezrozumiałą…

 

Musimy zwolnić tempo, musimy zwolnić kroku,

Może nie być poranka ni jutrzejszego zmroku…

 

Nie tańczmy w szalonym pędzie, aż do głowy zawrotu,

Czasu jest mało; muzyka zamilknie bez powrotu.

 

Mówiłeś dziecku, że jutro,

bo czasu już dziś za mało?

 

I pędząc tak, nie widziałeś,

Że słysząc to posmutniało?

 

Czy kiedyś straciłeś kontakt,

Wrzucając przyjaźń do śmieci,

 

Bo ciągle nie miałeś czasu

Zadzwonić i spytać: „Jak leci?”

 

Musimy zwolnić tempo musimy zwolnić kroku,

Może nie być poranka ni jutrzejszego zmroku…

 

Nie tańczmy w szalonym pędzie, aż do głowy zawrotu,

Czasu jest mało; muzyka zamilknie bez powrotu.

 

Gdy pędzisz pośpiesznie do celu, zmagając się z czasem srodze,

Gubisz połowę radości, co mogła Cię spotkać po drodze.

 

Gdy twój dzień cały to tylko pośpiech, pogoń i troska,

Wyrzucasz prezent z pudełkiem, nie zaglądając do środka.

 

Nie warto stawać w zawody,

czekając na znak startera.

 

Słuchajmy muzyki nie wtedy,

gdy dźwięk jej już zamiera.

 

David L. Weatheford.

 

Z książki „4 godzinny tydzień pracy”, Timothy Ferriss, tłumaczenie wiersza: Marta Sumara i Anita Doroba

 

 

A co dla Ciebie stanowi sens?  Czy jesteś w miejscu, w którym być powinieneś?

Jeśli chcesz zderzyć myśli, zadzwoń do mnie. Kliknij tu w kalendarz i wybierz dobry dla ciebie moment na rozmowę.

Pozdrawiam Cię i czekam,

Ernest

 

 

Zanim się zgodzisz przemyśl

Myślę, że po tym, poście część pracodawców mnie znienawidzi.

Trudno będę z tym żył!

W czasach, kiedy nasza praca nabrała silnie zdalnego charakteru, z każdym dniem nasz świat ulega zmianie. Niby banalne choć czasem nie dostrzegamy zagrożeń czy też konsekwencji nadciągających zmian.  Ci którzy mnie znają wiedzą, że od lat wspieram kandydatów w poszukiwaniu pracy i tym razem chcę napisać kilka słów odnoszących się do niepokojącego trendu, który obserwuję.

W kontekście zawodowym w pewnym uproszczeniu powiedziałbym, że najczęściej przyjmujemy dwie rolę czy też dwie perspektywy. Pierwsza, to rola nas jako pracownika. Co dla nas jest ważne w pracy? Co nas buduje? Co daje nam poczucie rozwoju czy spełnienia zawodowego? Druga rola, to rola przedstawiciela pracodawcy dbającego o interes firmy, czyli te wszystkie działania, które podejmujemy, aby wnieść wartość do filmy.

Powróćmy jeszcze na moment do zmieniającego się świata. Nie trzeba być ekspertem, żeby zobaczyć, że forma i narzędzia komunikacji uległy zmianie. Spotykamy się więcej online niż w realu, rośnie znaczenie portali społecznościowych za pomocą których realizujemy nasze potrzeby kontaktów. W tym też kontekście rośnie rola samego LinkedIn. Tę siłę dostrzegają nie tylko kandydaci poszukujący pracy, ale również pracodawcy. Skoro coraz więcej naszego czasu i zaangażowania wykorzystujemy dla działań online, to również coraz więcej pracodawców odnajduje tu przestrzeń, gdzie można wygrać coś dla siebie. Nie tylko w ramach sprzedaży, co oczywiste i naturalne, ale również w wizerunku Employer Branding co również cenne i potrzebne.

Firmy coraz częściej organizują szkolenia dla pracowników jak wykorzystać potencjał IN przygotowują sesje fotograficzne dla pracowników, piękne korporacyjne wiżuale itd.

Po takim szkoleniu każdy z pracowników zdaje się manifestować na swoim prywatnym profilu: jestem ambasadorem mojej firmy. Kiedy przemnożymy, to przez naszą wciąż rosnącą aktywność oraz liczbę kontaktów pojawia się potężny strumień niosący treść pracodawcy. Każdy pracownik staje się pięknym… słupem ogłoszeniowym.

Każdy, kto świadomie i z własnej nieprzymuszonej woli podejmuje decyzję, że chce, aby jego osobisty profil został zagospodarowany przez pracodawcę ma do tego święte prawo. Problem jednak zaczyna się pojawiać, kiedy mając tak bogato obrandowany profil chcesz dyskretnie poszukiwać pracy. Kiedy zechcesz zmienić opisy czy wiżual zwiększające twoją atrakcyjność dla innych pracodawców lub headhunterów. Natychmiast dajesz znać pracodawcy, że coś się u Ciebie zmieniło. Z czego wynika ta zmiana? I coś co jeszcze chwilę temu było twoją prywatną sprawą staje się przedmiotem zainteresowania pracodawcy. Natychmiast pojawią się niezręczność i niewypowiedziane dosłownie pytania.

Wpuściliśmy czy też zaprosiliśmy naszych pracodawców do naszych mieszkań, naszych salonów, kuchni, sypialni.

Każdy musi samemu odpowiedzieć sobie, gdzie są jego granice.

Ten trend zagarniania naszej prywatności następuję w wielu obszarach naszego życia. Jesteśmy obserwowani, podsłuchiwani, profilowani a nam pozostaje często tylko iluzoryczne poczucie, że cokolwiek wybieramy, i że na cokolwiek mamy wpływ. Pięknie widać to w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”. W scenie, gdzie Meryl Streep – szefowa wydawnictwa Runway rekrutuje swoją asystentkę (w tej roli Anne Hathaway) która jak sądzi dokonała samodzielnego „wyboru” ubrania, w którym przyszła na rozmowę rekrutacyjną i które wyraża jej osobowość.

Poniżej fragment dialogu z tej sceny.

To trochę komiczne, jak myślisz, że dokonałaś wyboru, który zwalnia cię z branży modowej, kiedy w rzeczywistości nosisz sweter, który został wybrany dla ciebie przez ludzie w tym pokoju ze sterty rzeczy.”

A jak Tobie idzie poszukiwanie pracy?

Chcesz porozmawiać jak skutecznie poszukiwać pracy na rynku, który się zmienił kliknij tu w kalendarz i wybierz dogodny dla Ciebie termin na krótką rozmowę żebyśmy mogli się poznać.

Zapraszam

Ernest

Okno Johari


Czego nie widzisz w rekrutacji.

 

Są takie rzeczy, o które czasem nie ma sensu pytać. Np. czy uważasz, że masz dobry gust. Ręka do góry kto nie ma? Albo kto uważa się za osobę mało samoświadomą?

W większości każdy z nas ma poczucie, że wie, jak postrzegają nas inni, ale czy na pewno?

 

Kiedy poznałem Monikę zdumiewało mnie z jaką niewiarygodną finezją się ubiera, dobiera

kolory, tkaniny. Z cudowną łatwością komponuje przestrzeń wokół siebie. Jej poczucie estetyki jest czymś co mnie zawsze zachwycało. Dla Moniki to był standard i nie

widziała w tym nic nadzwyczajnego. Dla mnie było nadzwyczajne. Nigdy w życiu nie

spotkałem osoby z takim gustem choć gust to rzecz do pewnego stopnia subiektywna.

Monika ma to coś. Poznałem też Leszka, który zachwyca mnie budowaniem internetowych modeli biznesowych, Piotra, który komponując muzykę słyszy ją w głowie zanim je przeleje na nuty, Grzegorza, który czuje ludzką naturę tak, jakby potrafił włamywać się w ludzkie umysły czy Przemka, który tak wspaniale potrafi posługiwać się logiką. Byłem zachwycony setkami osób, z którymi rozmawiałem o ich pracy i talentach, których sobie nie uświadamiały.

Widziałem też ciemną stronę braku samoświadomości.

Kandydatów, którzy nie potrafili słuchać, przez których przemawiały pycha czy wyrachowanie. Kilkukrotnie słyszałem słowa wypowiadane z pełnym przekonaniem, że „jestem doskonałym managerem”. Zespół jednak komunikował coś wręcz przeciwnego. Widziałem setki razy, kiedy managerowie popełniali kardynalne błędy rekrutacyjne nawet ich nie zauważając.

 

Jedna rzecz łączy te wszystkie osoby. Nie widzą niektórych cech czy aspektów swojej osobowości. Przyczyn może być wiele, na przykład nie mają oni punktów odniesienia. Ponieważ nasza natura, nasze zachowania czy postawy towarzyszą nam na co dzień, nie widzimy ich wyraźnie lub wcale. Traktujemy często nasze talenty jako coś zwyczajnego choć wyróżniają nas od innych. Czasem ten brak samoświadomości nie daje nam szansy na rozwój i życie zgodnie z naszym największym potencjałem a czasem nie pozwala na zmierzanie się z własnymi słabościami i pokonanie ich.

Doskonale pasuje tu powiedzenie, że pod latarnią najciemniej. To nieznana nam część

samych siebie. I tu pojawia się Okno Johari. To koncepcja pokazująca, że naszą

samoświadomość można podzielić na cztery części:

  1. Pierwsza z nich jest znana zarówno nam jak i innym,
  2. Druga jest znana tylko nam i nieznana innym,
  3. Trzecia część nieznana nam, ale znana innym,
  4. Czwarta jest nieznana nam i nieznana innym.

Część trzecia jest obszarem naszego rozwoju – dowiadując się więcej o sobie samych, jesteśmy w stanie zmieniać się i wzrastać. Nad trzecim oknem możesz pracować tylko i naprawdę tylko, kiedy jesteś gotowy usłyszeć prawdę o sobie. Jeśli jest Ci trudno przyjmować informację zwrotną, okazujesz sprzeciw i bunt wobec rzeczy trudnych w odbiorze, będziesz żył w niepełnym wyobrażeniu samego siebie. Może to powodować, że będziesz wciąż popełniać te same błędy zastanawiając się co nie działa.
Jeśli chodzisz na rozmowy rekrutacyjne, ale jednak pracodawcy wybierają innego kandydata to pewne informacje na Twój temat mogą być niewidoczne dla Ciebie. Dlatego ważne jest uzyskanie dobrego feedbacku po rozmowie rekrutacyjnej.

Z własnego doświadczenia wiem jakie to trudne. Ja dostałem już dużą lekcje w tym zakresie kiedy studiowałem reżyserię i kiedy poddawaliśmy nasze prace miażdżącej krytyce. Słyszałem jak mantrę, widza nie obchodzi, że nie miałeś budżetu, że ktoś nawalił. Widz będzie porównywał twoją pracę do wszystkiego co widział. Jeśli nie jesteś gotowy znieść tej krytyki, zmień zawód. Dostałem tyle razy łomot, że dziś jestem gotowy oddzielić moje filmy od tego, kim jestem. Wiem jednak, że wciąż to dla mnie duży obszar do osobistego rozwoju.

Was też zachęcam do podróży w głąb siebie i do ciekawych rozmów zaczynających się od

słów: „Powiedz mi proszę czego ja nie widzę i nie wiem o sobie, ale Ty widzisz i widzą to inni”.

 

Jeśli jesteś gotowy usłyszeć prawdę o sobie w procesie rekrutacji – nie wahaj się i wybierz w kalendarzu TUTAJ dogodny dla Ciebie termin. Rozświetlimy trzecią część Twojego Johari.

 


 

“Ja” publiczne (scena)

Znane Tobie i innym



 

    “Ja” niewidoczne

   Nieznane Tobie, znane innym


 

“Ja” prywatne (fasada)

Znane Tobie, nieznane innym


 

   “Ja” nieznane

   Nieznane Tobie ani innym


Dajcie znać, czy odkryliście coś ciekawego o sobie?

A może chcecie powiedzieć mi coś o mnie?

 

Pozdrawiam Was ciepło,

Ernest

 

 

Czy wysokie libido ułatwia znalezienie pracy

Czy wysokie libido ułatwia znalezienie pracy?

Czy wysoki poziom energii seksualnej czyni kandydatów bardziej atrakcyjnymi?

Czy feromony wabią odpowiednich kandydatów?

Nie mam pojęcia, ale wiem, że w poszukiwaniu pracy potrzebne są zasadniczo trzy rzeczy:

  • Musisz być najlepszym kandydatem.
  • Musisz spotkać pracodawcę, który poszykuje takiej osoby jak TY.
  • Musicie porozumieć się w kwestii finansów.

 

Być najlepszym kandydatem.

Pracodawcy nie wybierają najlepszych kandydatów w sposób obiektywny.

Nie ma też żadnej możliwości, żeby się przekonać czy wybór innego kandydata byłby lepszy czy gorszy. Pracodawcy wybierają jednak tych, którzy są najlepiej dopasowani do zadań na danym stanowisku. Tych, którzy mają zbliżone doświadczenia do obecnie poszukiwanego oraz najlepsze dopasowanie do bezpośredniego przełożonego i kultury organizacyjnej. Być może to brzmi dla ciebie trywialnie, ale zobacz jak ogromnie to zmienia sposób prowadzenia rozmów czy projektowania CV (CV się projektuje a nie pisze).

 

Posłużę się przykładem, aby wyjaśnić co mam na myśli pisząc o dopasowaniu. Jeśli w ogłoszeniu czytasz np. „Osoba na tym stanowisku będzie odpowiedzialna za:

Strategiczny rozwój biznesu w zakresie: Zarządzanie P&L, Płynnością Finansową, Zarządzaniem ryzykiem. Budżetowaniem, Prognozowaniem, Analizami Odchyleń, Współpracą z Audytorami.”, to zamiast pisać to, co tobie wydaje się ważne, dokonaj parafrazy lub zwyczajnie przepisz te kluczowe słowa. Co więcej nawodnij całe twoje CV tymi słowami. W ten sposób rekruter ma poczucie, że jesteś właśnie tą osobą, której szuka. Co więcej umieść te kluczowe hasła na samej górze Twojego CV. Te hasła są kluczem, bo zostały zdefiniowane przez pracodawcę jako najważniejsze. To tych właśnie rzeczy poszukuje rekruter, bo są dla niego najważniejsze na danym stanowisku.  Jeśli trudno mi znaleźć to, co dla mnie jako rekrutera jest ważne, to dlaczego mam zaprosić Cię na rozmowę? Jak ATS-y mają wyłowić twoje CV jeśli nie ma w nim słów kluczowych? Słowa kluczowe są zaszyte w potrzebach pracodawcy.  Tak – tu chodzi o dopasowanie CV do ogłoszenia. Niby banalne, ale tak mało kandydatów rozumnie czego ja jako rekruter poszukuję. To jest oczywiście tylko jeden drobny element pokazujący dopasowanie w CV.

 

Dopasowanie podczas rozmowy.

Najpierw dowiedz się kogo szuka pracodawca. Jeśli nie wiesz co jest dla niego ważne to każda twoja odpowiedź będzie przypadkowa. Może trafisz w punkt a może będziesz jak ślepa kura dziobiąca granat. W rozmowie paradoksalnie ważniejszy jest pracodawca niż Ty. On chce znaleźć kandydata, który w magiczny sposób udzieli za każdym razem idealnych odpowiedzi. Idealnych to znaczy takich, które on sam uważa za ważne. Dlatego jeśli opowiadasz o swoich sukcesach czy silnych stronach a pracodawca ich nie poszukuje to z wielkim zaangażowaniem go znudzisz. To pracodawca jest najważniejszy, nie Ty.

Postrzeganie klienta – klientocentryzm czy też pracodawcocentryzm, są krytycznie ważne na każdym etapie procesu poszukiwania pracy. Pracodawca, jak każdy klient, chce słuchać o sobie. Czujesz, że to co piszę brzmi dość dziwnie? Być może twoje doświadczenia rekrutacyjne przypominają bardziej przesłuchanie niż rozmowę i traktujesz tę konwencję jako coś oczywistego. Pomyśl jednak – w jakim stopniu potrafisz zadawać właściwe pytania we właściwym czasie, jak zarządzasz rozmową oraz w jakim stopniu wpływasz na jej przebieg? Jeśli masz poczucie, że jesteś na tyle dobry, że możesz pójść na spotkanie, odpowiedzieć na każde, nawet najtrudniejsze pytanie i to wystarczy – to czeka Cię bolesne lądowanie. Skoro największy wysiłek to umówić się na rozmowę rekrutacyjną, to odpuszczenie sobie tego kluczowego, stawiającego kropkę nad „i” elementu jest szaleństwem.

Poszukiwanie pracodawcy, który szuka Ciebie.

Zawsze było to dla mnie dziwne, ale pracodawcy najchętniej spotykają się z osobami, które robiły dokładnie to samo tylko w innej firmie a najlepiej w ciut lepszej konkurencji. W jakimś sensie to rozumiem a w jakimś jest to dla nie kuriozalne.

Wracając do meritum. Nawet jeśli jesteś świetnie przygotowany do prowadzenia rozmów to do czasu, kiedy nie spotkasz pracodawcy, który szuka kandydata o takich kompetencjach jak twoje to nici z zatrudnienia.

Tu jednak również zrozumienie potrzeb pracodawcy ma krytyczne znaczenie.

Jak chcesz prowadzić komunikację do przyszłych pracodawców, jeśli nie wiesz czego oni potrzebują? To samo dotyczy Headhunterów – jaką informację przekażą pracodawcom, jeśli nie mogą sobie wyobrazić, gdzie możesz pracować? Zacznij od zrobienia solidnej analizy dotyczącej tego, czego dany segment firm potrzebuje – co spędza im sen z powiek, co ich niepokoi, co jest determinantem sukcesu czy jakie są maga trendy danej branży. Taka analiza jest podstawą budowania komunikacji. Inaczej co napiszesz pracodawcy? Że jesteś otwarty na nowe wyzwania? I co?  I spodziewasz się, że rzucą się na ciebie jak wygłodniałe psy ciągnąc cię do swoich firm?

I może nie znam się na korelacji między poziomem libido a poszukiwaniem pracy, ale jedno wiem na pewno. Najpierw trzeba zrozumieć, potem eksponować to, co jest najważniejsze – nie dla ciebie, ale dla pracodawcy.

Chcesz zapytać co może być twoją przeszkodą w poszukiwaniu pracy kliknij w kalendarz i wybierz dogodny moment na krótką rozmowę.

Zapraszam

Ernest

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zawodowa wolność  w poszukiwaniu pracy.

Zawodowa wolność i sprawczość w poszukiwaniu pracy

Wolność, kocham i rozumiem…

Dla mnie wolność to w dużej mierze poczucie sprawczości, poczucie wpływu. Poczucie, że mam wybór, żeby coś robić lub czegoś nie robić.

Czasem bywa tak że, nasze życie zawodowe, nasza kariera układa się doskonale. Przez lata osiągamy kolejne zawodowe szczyty. Można nawet pomyśleć, że posiadamy jakąś magiczną formułę na bycie kimś wyjątkowym, lepszym, sprawniejszym, skuteczniejszym od innych. Potwierdzają to osiągane przez lata sukcesy. Można by pomyśleć, że zawsze tak będzie, bo niby dlaczego miałoby nie być?

A jednak. Czasem przychodzi taki dzień – a wręcz myślę, że zawsze przychodzi taki dzień – kiedy masz poczucie, że cały świat pokazuje Ci środkowy palec. Tracimy pracę z powodów, które właściwie nie powinny mieć miejsca. A jednak! Kiedy, po utracie pracy przyglądamy się sobie, świetnie widać jak nasza sprawczość zależna jest od innych. Jak poczucie sprawczości jest ulotne i nietrwałe. Może nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest iluzoryczne.

W tym miejscu warto przyjrzeć się czym tak de facto jest nasza sprawczość w czasie, kiedy mamy pracę i kiedy ją tracimy. Skuteczność, przewidywalność, powtarzalność osiąganych i zamierzonych rezultatów to, to o co cały czas staramy się zabiegać w życiu zawodowym, co sami cenimy wysoko i co wysoko oceniają nasi przełożeni. Po utracie pracy nasza sprawczość poczucie pewności często zamiera.

Trudno jest nam się odnaleźć w pozycji osoby proszącej a nie tej, która trzyma stery decyzyjności. Nie dość, że nie zawsze wiemy jak efektywnie poruszać się po rynku pracy, który przez ostatnie lata uległ ogromnej zmianie. Na domiar wszystkiego w procesie poszukiwania pracy często jesteśmy zależni od decyzji, headhunterów, rekruterów, czy HR-ów, którzy w naszym poczuciu nie do końca wiedzą kogo rekrutują.

Po utracie pracy

nasze przekonanie o osobistej sprawczości w tym zakresie pikuje w dół. Tracimy poczucie pewności siebie, czujemy się zagubieni, osamotnieni i niejednokrotnie sfrustrowani z poczuciem wstydu, że o to ja manager wyższego szczebla proszę się o pomoc.  Poczucie zależności w pozycji proszącej o spotkanie niejednokrotnie z osobami, których profesjonalizm oceniamy dość nisko jest trudne emocjonalnie.

Chcemy jednak szybko i skutecznie wejść powtórnie na rynek pracy. Powtórnie przejąć kontrolę wziąć ster w ręce i pokazać, że chwilowe potknięcie to czas na złapanie oddechu, że to dobry czas na załatwienie rzeczy, na które wcześniej brakowało czasu.

Często nasze sukcesy osiągane przez lata i zajmowana pozycja zawodowa potwierdza skuteczność naszego podejścia i daje poczucie wyjątkowości. Lata sukcesów, niekwestionowanych sukcesów, potwierdzają, że jestem sprawczy, skuteczny czy wyjątkowy a Ci którzy nie mogą znaleźć pracy to nieudacznicy.

Dowodem dla wielu jest fakt, że skoro mamy 6 % bezrobocia to pracy nie znajdują tylko Ci którzy nie chcą.

Ja wiem, że to nieprawda i może Ty też to wiesz i może jeszcze kilka innych osób. To egotyczne przekonanie, budowane latami czy wręcz dekadami, że posiadamy kontrolę i sprawczość nad obszarem zawodowym często jest wrogiem nr jeden w poszukiwaniu pracy.

Nie tylko nie jesteśmy gotowi z pokorą spojrzeć, jak działa rynek, ale wręcz idziemy pod prąd. I zamiast wygrywać na rynku takim jaki jest dajemy upust naszej bezradności, że procesy rekrutacyjne są nieprofesjonalne. A przecież wszyscy działamy w takiej samej rzeczywistości. Są przecież osoby, które radzą sobie lepiej. Bo mają networking? Bo mają relacje? Bo są widoczne w mediach czy na konferencjach? Dlaczego ty ich nie masz? Czy brak tego wszystkiego czyni Ciebie lepszym?

Czy teraz kiedy mając pracę myślisz świadomie o kolejnym kroku zawodowym? Czy odkładasz to na później, kiedy to inni zadecydują o Twoim losie. Skuteczni w poszukiwani pracy zdobywają wiedzę jak działa rynek i wiedzą, że wygrywają nie najlepsi, a Ci najlepiej dostosowani i przygotowani. Masz pracę to jest najlepszy moment, żeby zacząć jej szukać, żeby praca pukała do ciebie. Żebyś nigdy nie musiał być poszukującym, bez poczucia, że raz jestem super bohaterem a raz nikim.

Kiedy chcemy używać tych samych mechanizmów dających sprawczość w poszukiwaniu pracy jak i sferze zawodowej oparte np. o siłę brandu, pozycji zawodowej czy zarządzanym budżetem, które zapewniały skuteczność w pracy, to z pozycji kandydata szukającego zatrudnienia może być trudne doświadczenie.

Kiedy twoja sprawczość oparta była na atrybutach władzy to doświadczenie bycia sprawczym wpływowym, może nieźle dokopać emocjonalnie, kiedy nie wiemy, jak działa rynek. Kiedy poszukujemy pracy często spadamy w dół jesteśmy samotni, zagubieni palimy kontakty i zamiast odnosić sukces zrażamy innych do siebie. Kiedy przestajemy rozdawać karty rozliczać czy oceniać stajemy się w jakimś sensie bezradni, zagubieni i proszący. Sprawczość w poszukiwaniu pracy rządzi się innymi mechanizmami. Jeśli robisz to samo co w pracy będzie bolało i będzie rozczarowująco.

To zabiera również zrozumienie tego co naprawdę ważne. To przeświadczenie o własnej wyjątkowości nie dające tobie samemu prawa do osobistej słabości powoduje często, że za wszelką cenę chcemy pokazać, że brak pracy nas nie „rusza”. Często bardzo chcemy udowadniać innym, że wszystko jest ok, w wyniku czego podejmujemy nieracjonalne decyzje, wyjazd na drogie wakacje, odkładany remont kuchni, czy nowe auto.

Tak bardzo chcemy zachować obowiązujące status quo, że nie mamy odwagi przyznać się przed samymi sobą, że na czas poszukiwania pracy powinniśmy zredefiniować nasze podejście do tego co ważne, co daje spokój wewnętrzny.  Brak pracy to przecież okres przejściowy to minie. Tak to minie jak wszystko.

Brak pracy

to również ważny moment, żeby się zastanowić czego chcę co jest ważne dla mnie nie dla innych. Czy jestem na właściwym miejscu? Czy to co przez lata przynosiło mi sukcesy dalej działa? Co mnie spełnia zawodowo i co mi daje ogień w sercu?  Wiem jak trudno jest powiedzieć samemu sobie: nie wiem. To nie wiem jest pierwszym krokiem ku nowemu, ku rozwojowi, ku otwartości, ku chęci dowiedzenia się, ku ciekawości ku nowemu Ja.

Tak. Nowemu, którego nie znasz, który z ciekawością patrzy w przyszłość z otwartością i odwagą w sercu nie w oparciu o nawykowe automatyzmy, o powielane schematy działania, ale ze względu na klarowność zrozumienia tego kim jestem, czego chcę i jaką wartość wnoszę dla świata pracodawcy czy klientów.

Z przekonaniem, które mówi, że wszystko już wiem niczego się nie nauczysz. Narażasz się jedynie na to, że zamiast przejąć kontrolę będziesz powodowany decyzjami innych. Zwyczajnie nie warto oddawać, decyzji innym, żeby decydowali jak będzie rozwijała się twoja zawodowa przyszłość.

Czy chcesz porozmawiać jak budować swoją karierę lub jak szybko wejść ponownie na rynek pracy, który się zmienił?

Wybierz w kalendarzu dogodny termin. Porozmawiajmy.

 

Czekam na Ciebie 🙂

Ernest

1 PAŹDZIERNIKA “DZIEŃ POSZUKIWANIA PRACY”

1 października „Dzień poszukiwania pracy”

Kochani To już rok minął od czasu, kiedy ogłosiłem samozwańczo dzień 1 października dniem poszukiwania pracy.

Jestem przekonany, że każdy wokół nas zna osoby, które wciąż poszukują pracy. Znamy te osoby dobrze, często są naszymi przyjaciółmi, kolegami z pracy.

Dla wielu z tych osób to trudny finansowo i emocjonalnie okres. Czują się odrzucone i pozostawione same sobie, czasem popadają w depresję i poczucie beznadziei.

Pokażmy im, że los osób poszukujących pracy nie jest nam obojętny

Dlatego po raz drugi pytam: kto podejmie wyzwanie?

Napisz proszę chociaż jedną rekomendację na news feedzie (wall-u) dla osoby, bliskiej Twojemu sercu i wartościowych kompetencjach? Niech poczują, że jesteśmy z nimi w tych trudnych dla nich chwilach.

Jeśli jesteś gotowy czekam do poniedziałku na potwierdzenie wykonania zadania.

Wszyscy jesteśmy od siebie zależni

Dziś oni potrzebują naszego wsparcia jutro my.

Pomóżmy sobie wzajemnie i wspólnie świętujmy sukcesy tych którym się udało zaleźć pracę i tych którym się chciało wesprzeć “Dzień Poszukiwania Pracy”

Liczę na Ciebie

Ernest

 

Zakładaj czyste majtki

Zakładaj czyste majtki nawet kiedy nikt nie patrzy

Czyli kilka słów o poszukiwaniu pracy inaczej, „stajni menadżerów” i o tym, że świat jest mniejszy niż myślisz.

Mało kto lubi się przemęczać i robić rzeczy z większym wysiłkiem niż to konieczne.

Pamiętam, jak podczas jednej z rekrutacji prowadzonej przed laty poszukiwałem Doskonałego Przedstawiciela Medycznego. Pamiętam, że wszyscy kandydaci na pytanie jakie działania Pan/Pani podejmuje, żeby odnieść sukces mówili dokładnie to samo.

Podczas wizyt z lekarzami pracuję zarówno merytorycznie jak i relacyjnie. Kiedy dopytywałem, co jest ważniejsze, głosy były raczej podzielone i trudno było wyodrębnić spośród tego podziału, że któraś z grup była zdecydowanie lepsza pod względem osiąganych wyników.  Jednak na którymś ze spotkań jedna Pani powiedziała coś, co wytrąciło mnie z powyższego schematu i zachwyciło jednocześnie.

Ja –  Panie Erneście – pracuję merytorycznie i relacyjnie, oba te aspekty są ważne – powiedziała.  Jest jednak jedna rzecz, którą robię inaczej niż inni Przedstawiciele Medyczni.

Pracuję nawet jeśli nikt nie patrzy

Nie otwieram drzwi do gabinetu lekarza machając ręką i ukradkiem mówiąc przez lekko otwarte drzwi gabinetu „Panie Doktorze przypominam się” i nie pędzę na kolejną pseudo wizytę. Ja robię średnio jedną dwie wizyty więcej dziennie niż muszę. Jeśli mijam aptekę, to zaglądam do niej i pytam, jak sprzedają się promowane przeze mnie leki.

Minęło już kilka lat, a ja do tej pory mam wspomnienie tego spotkania. Jakie to dziwne, że ktoś się stara bardziej niż inni. Jakie to dziwne, że pracowitość stała się staromodna. Teraz wszyscy chcą być nowocześni i sprytni.  A ja marzę o kandydatach z właściwą postawą. Takich, którzy nie szukają drogi na skróty. Takich, którzy chcą „ograć system”. Nikt nie sprawdzi, czy przypominasz się lekarzowi przez uchylone drzwi, czy pracujesz zgodnie ze sztuką i standardem.

Czy to się opłaca?

Rekrutacja jest droga.  Zanim pracodawca zdecyduje się zatrudnić firmę rekrutacyjną lub choćby dać ogłoszenie, zastanawia się czy nie zna we własnym otoczeniu kogoś dobrego na to stanowisko. W dziale HR zastanawiają się, czy nie można na tą pozycję awansować kogoś z wewnątrz organizacji lub czy nie mają nikogo z polecenia.  Stąd tak popularne – chyba w każdej firmie – programy typu „Poleć nam kandydata”.

Kogo polecisz?

Czy Ty, gdybyś miał przedstawić czyjąś rekomendację, wolałbyś polecić kogoś, kto chodzi w pracy na skróty? A może raczej taką osobę, co do której masz pewność, że jest doskonałym i rzetelnym kandydatem?  Czy mając świadomość, że Twoja rekomendacja świadczy o Tobie, jakość kandydata będzie Ci obojętna?

Zbiegi okoliczności

Chyba każdy z nas spotkał się chociaż raz w życiu z nieoczekiwanym zbiegiem okoliczności, że ktoś o Tobie słyszał, że znacie wspólnych znajomych. Jeśli chcesz, żeby te zbiegi okoliczności działały na twoją korzyść, dawaj z siebie tyle ile możesz. Często mamy poczucie, że i tak nikt nie zauważy, przecież nikt nie zajrzy, czy mamy czystą bieliznę.

W pracy też nie zawsze ktoś sprawdzi, jak pracujesz. Wiem, że to o czym piszę jest mało atrakcyjne, bo mało spektakularne. Nasza postawa i zaangażowanie, które prezentujemy w krótkim horyzoncie czasu nie przyniesie spektakularnych wyników, ale w długim będzie nieocenioną wartością.

Czy myślisz, że nikt nie widzi, jak pracujesz?

Czy sądzisz, że możesz sobie pozwolić na drogę na skróty, bo szef nie patrzy?

Czy myślisz, że nie widzą jakości Twojej pracy partnerzy handlowi, dostawcy, czy klienci?

Czy potrafisz dostrzec, że Twoi koledzy niosą sztandar z informacją jaki jesteś?

Opowieść o Tobie

W domu często opowiadamy naszym bliskim o naszych przełożonych, podwładnych, partnerach biznesowych, o ludziach z bliższego czy dalszego otoczenia biznesowego. Z tych opowieści wiemy jacy są, choć nigdy ich nie spotkaliśmy. Kiedy inni opowiadają o Tobie ten obraz ma znaczenie. Postawa jaką prezentujesz w pracy ma znaczenie w długim horyzoncie czasu.

Twoja postawa buduje obraz Ciebie na rynku nawet jeśli nie jesteś tego świadomy. Przypuśćmy, że zmieniamy pracę średnio 5 razy w życiu, a raz otrzymamy ją z rekomendacji. To oznacza, że 20 % naszych problemów z jej znalezieniem w ciągu życia znika. Jeśli pracy szukać będziesz na stanowisku menedżerskim 3-6 miesięcy krócej, a Twoje wynagrodzenie wynosi ok 25 tys., to pomnożone przez 3-6 miesięcy daje nam 75-150 tys. 

Dzięki temu, że jesteś zaangażowany i pracowity

nie tylko łatwiej będzie Ci znaleźć pracę. Dzięki bardziej zaangażowanej postawie osiągniesz w pracy lepsze wyniki niż inni, a podczas poszukiwania pracy możesz liczyć na spory bonus ekonomiczny za postawę. Znam wiele osób, które otrzymywały pracę w większości przypadków z rekomendacji. Wiem, zaraz rozlegnie się stukot klawiatury, że to wszystko jest po znajomości. NIE, PROTESTUJĘ!!!

Kiedy zatrudnię znajomego?

Czy naprawdę wierzysz, że jako szef firmy czy szef działu zatrudnię do siebie kogoś kto jest słaby? Kogoś z kim mamy fajne przygody i relacje osobiste, ale wiem jednocześnie, że ten ktoś jest zwyczajnie „cwaniaczkiem, który obchodzi zasady”? Ja szukam osoby, która będzie moim wsparciem, której mogę zaufać.

Sama znajomość jest bardzo cenna, bo stwarza nam szansę, ale to nie wystarczy. Jeśli więc mam do dyspozycji dwie porównywalne osoby wtedy wybiorę osobę, którą znam. Jeśli kogoś znam i nawet bardzo go lubię, ale mam niską opinię na temat jego pracy osobiście postaram się, żeby nie dostał pracy.  Ty też nasz wpływ na znajomości i to jak widzą Twoją pracę inni.

To o czym piszę ma znaczenie nie tylko na niższych stanowiskach, ale wręcz przeciwnie, ma szczególne znaczenie na stanowiskach wysokich. Ile razy słyszałeś, że przyszedł nowy prezes i ściągnął swoich ludzi.

Kiedy Executive obejmuje nową rolę, gdzie jego sukces jest zależny od efektywności w bardzo ograniczonym czasie, często sięga po znane i sprawdzone z poprzedniej firmy osoby. Kto z nas nie chce pracować z ludźmi, co do których wiemy, jak pracują, jaki mają potencjał i wiemy, jak sprawdziły się w boju? Przekonanie na co możemy liczyć po stronie podwładnego ma znaczenie, bo to buduje zaufanie, bez którego nie dostaniesz żadnej pracy.

Wielu CEO ma swoje „Stajnie” managerów,

po których sięgają, kiedy przychodzą do nowej firmy. Sięgają, bo mają relacje, a przede wszystkim mają zaufanie do efektów ich pracy. Te osoby pracując w wysokiej jakości, każdego dnia budują swoją markę. Swoją postawą i zaangażowaniem powodują, że praca sama ich szuka. Jako headhunter niejednokrotnie dostawałem listę kandydatów z prośbą: Panie Erneście poszperaliśmy na rynku i tu jest lista osób, którymi jesteśmy zainteresowani.

Czy myślisz, że na tej liście są osoby których wyniki, są słabe? Tak jak Ty wiesz kto jest dobry na rynku, tak inni mają jakieś zdanie o Tobie. Z perspektywy rynku wyniki, które osiągasz są doskonale widoczne.

Chcesz porozmawiać jak świadomie budować karierę w horyzoncie lat, umów się na rozmowę klikając tu w kalendarz.

Porozmawiajmy. Chętnie Cię poznam, pomogę zaplanować i rozwinąć karierę.

Umów się na spotkanie

Pozdrawiam

Ernest

Czy edukacja ma znaczenie w poszukiwaniu pracy

Czy edukacja ma znaczenie w poszukiwaniu pracy

Czy jeśli skończę MBA będzie mi łatwiej znaleźć pracę? A może to zbyt mało? A może trzeba mieć doktorat, żeby się wyróżnić? A może tylko prestiżowe uczelnie się liczą takie jak Harvard, M.I.T., Cambridge, Oxford, Stanford, czy Insead?

Wykształcenie nie ma znaczenia?

Tak,

nie ma znaczenia!!!

Jako headhunter nie przypominam sobie, żeby moim kryterium poszukiwań na stanowiska managerskie było wykształcenie. Oczekiwanie widniejące w ogłoszeniach, że wymagane są studia wyższe jest raczej wypełniaczem pustej przestrzeni.

Dziś nawet na stanowisko magazyniera firmy piszą o oczekiwaniach ukończenia wyższych studiów (nie mam tu na myśli zawodów związanych z pewnymi wymogami formalnymi np. egzamin w KNF, dyplom lekarza czy notariusza).

Nigdy też nie słyszałem, żeby jakiś kandydat odpadł lub został wybrany ze względu na ukończoną edukację. Sam spotkałem wiele osób, które skończyły topowe światowe uczelnie a w procesie rekrutacji nie odgrywało to znaczenia. Czasem wręcz miesiącami szukały pracy.

Dlaczego to nie ma znaczenia?

Otóż dlatego, że pracodawcy poszukują umiejętności, doświadczeń i dowodów, że w podobnej sytuacji w jakiej obecnie znajduję się pracodawca będą potrafili sobie poradzić z wyzwaniami. Czasem sobie żartuję, że na rozmowie rekrutacyjnej poradziłbym sobie znacznie lepiej od kandydatów, gdybym miał się opierać tylko na wiedzy teoretycznej.

Problem jest tylko taki, że przyswojona wiedza nie jest wystarczająca, żeby dostać pracę. Potrzebne jest doświadczenie i umiejętności. Zatem sam znaczek nawet topowej uczelni będzie miał marginalne znaczenie.

Bo wiedzieć nie znaczy potrafić

Wykształcenie ma znaczenie?

Tak,

wykształcenie ma znaczenie

Studiowanie, uczenie się, a czasem oduczanie jest krytycznie ważną kompetencją. Dziś, jeśli uważasz, że już nie musisz się uczyć, to za moment wpędzisz się w kłopoty. Dziś uczenie się jest procesem ciągłym. Dziś dbanie o rozwój osobisty jest podstawą każdego sukcesu zawodowego.

Studia, kursy, szkolenie dają ogromną przestrzeń do rozwoju osobistego, są doskonałą okazją do mentalnego treningu i rozszerzania perspektywy. Studia dają nam doskonałą okazję do zderzenia własnych poglądów z innymi oraz poszukiwania inspiracji w doświadczeniach innych.

Najlepsza szkoła aktorska w NYC

W ubiegłym roku, tuż przed wybuchem pandemii, odwiedziliśmy z moim synem jedną z najlepszych szkół aktorskich na świecie – The Actor’s Studio, New York City. Bardzo miły Dyrektor, oprowadził nas po szkole. Pokazał sale dydaktyczne i opowiedział, jak pracują. Na koniec zaprosił nas na kawę i powiedział do mojego syna:

– Wiesz, to jest bardzo droga szkoła i masz fajnych rodziców, że są gotowi zainwestować w twoją edukację, ale dyplom tej szkoły nie jest gwarancją niczego. To, że skończysz naszą szkołę nie oznacza, że będziesz znanym i dobrze opłacanym aktorem.

Syn odpowiedział:

– Ale jeśli będę pracowity i okażę się, że mam talent, w co nie wątpię, to będę tu mógł się rozwinąć i poznać właściwe osoby.

A Dyrektor potwierdził:

– Tak. Właśnie dlatego przychodzą do nas studenci.

Dla mnie to oczywiste, że nikt nie wyda milionów dolarów na film tylko dlatego że ktoś zdobył dyplom dobrej szkoły. Wartość każdej uczelni, kursu czy innych obszarów rozwojowych jest największa w tym, jak bardzo się rozwijamy jako ludzie.

Co jesteśmy w stanie wydobyć z siebie, jaki uruchamiamy w sobie potencjał. To co zrobisz z nauką? Na ile będziesz potrafił z niej skorzystać? To tylko Twoja decyzja. Nie dyplom, a to kim się stajesz ma znaczenie.

Drugą ogromną wartością (a czasem wręcz najważniejszą!) są ludzie, których poznajesz, jakie budujesz z nimi relacje i jak wzrasta dzięki temu Twoja osobista sieć kontaktów

nieważne, ile znasz osób, ważne a ile osób zna Ciebie

W tych dwóch obszarach leży główna wartość.

Bo są uczelnie, kursy czy inne placówki zawodowe, które kształtują naszą świadomość – a ta wprost wpływa na naszą karierę zawodową i atrakcyjność na rynku pracy. Możesz oczywiście pomyśleć, że i tak liczą się znajomości.

Tak, te znajomości to networking, który możesz świadomie rozwijać i budować, pokazując potencjał, dzieląc się swoimi inspiracjami oraz wiedzą czy talentem.

Podobnie w biznesie – nikt nie zaryzykuje, żeby oddać Ci prawo do zarządzania wielomilionowymi budżetami tylko na podstawie twojego wykształcenia.

Tu również liczy się to, kim jesteś, Twoje doświadczenie, Twój potencjał, na ile budujesz zaufanie, i czy jesteś w stanie przekonać pracodawcę, że dzięki Tobie zdobędzie on kolejne szczyty.

Chętnie nauczę Cię jak efektywnie poszukiwać pracy. Kliknij Tu w kalendarz i umów się na rozmowę. Opowiem Ci jak pracuję.

Pozdrawiam

Ernest Wencel

LinkedIn